"Bezdroża"
Ekspert od win
19.08.2010

"Bezdroża"

Tomasz Kolecki
Tomasz Kolecki

0/10

Uwielbiam wino i większość zjawisk z nim związanych. Tak w codziennym życiu, jak i szeroko pojętej sztuce. Jednak przygnieciony recenzjami i relacjami znajomych moich winolubów, długo broniłem się przed obejrzeniem tego dzieła, pielęgnując w głowie przekonanie, że tak naprawdę ten film jest baaardzo długą reklamą kalifornijskiego winiarstwa, a w szczególności produkowanego tam Pinot Noir, którego do tej pory fanem nie zostałem.

Być może fakt ten wynika z powodu nikłej reprezentacji win tego sortu na naszym rynku i jeszcze nie trafiłem na tą, która ten stan w mej nieszczęsnej świadomości umiałaby odmienić…

Szczep Pinot Noir

A przecież mój organizm pokochał Pinota już dawno, dawno temu! Pamiętam to jak dziś! To zdarzenie uczuciowe miało miejsce dokładnie przy stoliku po lewej stronie od wejścia, w restauracji l’Halabarde w Beaune, a jeszcze dokładniej nad kieliszkiem Corton Grand Cru rocznik 1997nwypuszczonego w świat spod ręki enologów firmy Drouhin. Razem z kolegą, w towarzystwie spojrzeń pełnych braku zrozumienia dla naszej ekstazy fundowanych przez co niektórych współbiesiadników, mruczeliśmy niczym małe kotki i co chwila z zachwytem odnajdowaliśmy co raz to nowe skojarzenia aromatów wylewających się wielkim „zapachospadem” z kielicha.

Od tamtego dnia, nieprzerwanie, podążam śladem Pinota niczym za piękną Heleną, spotykając i (z reguły) nie odmawiając randek z jej postaciami różnorakiej proweniencji . Piękności niemieckie, ślicznotki austriackie, węgierskie tancerki, a często też „chodzące na głowie” osadniczki z Nowej Zelandii, a nawet chilijskie senority i squaw z Oregonu. Wszystkie one wodziły mnie za mój wielki nochal już niejednokrotnie i wiem, że czynić to będą. Nie narzekam! I nie odmówię! Nigdy! No dobrze. Prawie nigdy! I nieważne, że to najbardziej niesforne i kapryśne stworzenia, które gdy wykreowane w rękach nieporadnego stwórcy,  bez pardonu pokazują kaprawe lico schowane pod makijażem etykiety.  Mówi się trudno. Taki los.

Idzie jesień!

Czemu teraz właśnie te rozterki? Odpowiedź jest banalnie prosta: idzie jesień! I znowu rozpoczną się intensywne jak nigdy zaloty do soczystych i aromatycznych cudeniek, z wiankiem grzybów w ręku, w otoczeniu leśnego zwierza i bajecznie drogich trufli, bez których choćby płatka rok się nie liczy. A na krzewach już czeka nowy plon, z którego moi najlepsi koledzy na świecie – winiarze, przyprowadzą na świat nowe krasawice.

A film? Niewielkie pokłady kobiecej intuicji tlące się wewnątrz mej powłoki i tym razem mnie oszukały i zdania nie zmieniam.  I kropka. Pewnie nie bez znaczenia jest pamięć o tym, jak bardzo po jego emisji wzrosła konsumpcja kalifornijskiego (nota bene podobno często udanego) Pinot Noir w USA i generalnie Pinota na całym świecie. H?. To może jednak to dobry film?