Jest taki dzień w tygodniu…
Ekspert od win
17.05.2018

Jest taki dzień w tygodniu…

Tomasz Kolecki
Tomasz Kolecki

0/10

…gdy riesling rządzi niepodzielnie. Taka mała parafraza klasyka polskiej muzyki rozrywkowej, sama wpycha się z palców na klawiaturę. Choć powinno być raczej: „Jest taki miesiąc w roku…”

I nie chodzi o żaden konkretny miesiąc, choć maj zawsze jest momentem początku tego stanu rzeczy, który trwa do czerwca. Riesling Weeks, bo o tym wydarzeniu mowa, znów zawitał do sklepów, wine-barów, restauracji i domów, jak świat długi i szeroki. Impreza stworzona już ładnych kilka lat temu, zatacza coraz szersze kręgi i zdobywa nowe zastępy fanów.

W sumie – wcale nie ma czemu się dziwić. To, że Riesling jest „królem odmian”, pisano tu i tam już nie raz, i nie dwa. To, że wiosenna aura sama nasuwa na myśl sięgnięcie po jego dzieła, jest naturalne jak wszechobecne wkoło pękanie pączków. To, że jest po prostu piekielnie smakowity i szlachetny, potrafi udowodnić w niemal każdym zakątku kuli ziemskiej i w niemal każdych rękach, które potraktują go z należytą atencją. A najfajniejsze jest to, że podział „Stary Świat - Nowy Świat”, co raz bardziej się zaciera, ustępując podziałom na klimaty i filozofie winiarzy. Taki stan rzeczy potrafi dostarczyć chrupkich wręcz wrażeń zarówno z Niemiec i Austrii, jak i choćby Australii. Daje szansę nacieszyć się bogactwem owocu Alzacji i Palatynatu, choć chętni znajdą to samo w winach Waszyngtonu i Nowej Zelandii. Przebić sztyletem mineralności i otulić pierzynką słodyczy w różnorodnych wcieleniach Mozeli i Wachau. A to tylko najbardziej emblematyczne przykłady, które z każdym dniem muszą toczyć zacięte boje o palmę pierwszeństwa z nowymi odkryciami z różnych kierunków świata.

I oby ten stan rzeczy nigdy się nie zmienił. Bo ani dobrego Rieslinga, ani nowych smakowitych wrażeń, po prostu: nigdy dość!