Stereotypy krzywdzą. Ich krzewicieli...
Ekspert od win
28.07.2014

Stereotypy krzywdzą. Ich krzewicieli...

Tomasz Kolecki
Tomasz Kolecki

0/10

Są takie wina, jest taki kraj, z których bezlitośnie i stadnie korzystamy i przestać nie zamierzamy. Jeździmy wygrzewać się na jego piaskach, w sklepach bez ich widoku pewnie czulibyśmy się nieswojo.

Są takie wina, jest taki kraj, z których bezlitośnie i stadnie korzystamy i przestać nie zamierzamy. Jeździmy wygrzewać się na jego piaskach, w sklepach bez ich widoku pewnie czulibyśmy się nieswojo. Mało tego! Ogromna część udziału w sprzedaży zniknęłaby w niewyjaśnionych okolicznościach. Tak tak - to nadal wiele procentów tego, co wybieramy... Z drugiej strony  zaś... udajemy, że wcale go nie znamy, a jeżeli, to ugrzęzło gdzieś głęboko w niepamięci, jako wstydliwy relikt "systemu zła". I co? I do krytycznej chwili decyzji bagatelizujemy jego i ich istnienie. I sami jesteśmy sobie winni! Bo przez takie postępowanie tracimy z oczu to, co i kraj, i wina, przez ostatnie dwie dekady zdołały wręcz przeskoczyć. Podobnie wszakże, jak my sami... Co to za kraj? Oczywiście - Bułgaria! Teraz już chyba nikt, a może niewielu, nie zgodzi się z tym, co powyżej?

Wielu nazywa Bułgarie  "winną Kalifornią Europy". Skąd taki slogan. Pewnie z kilku podobieństw, którym warto się przyjrzeć. Obydwa miejsca słyną z wytwarzania win popularnych. Obydwa miejsca, niezależnie od klasy win, oddają w nich swój ciepły klimat. Obydwa miejsca chętnie sięgają i świetnie zaadoptowały na swoich terytoriach odmiany międzynarodowe - Chardonnay, Cabernet Sauvignon, Merlot i resztę braci. Tu wszak pojawia się różnica, bo bułgarskie rdzenne szczepy odgrywają ważna rolę i dla winiarzy, i dla konsumentów. Obydwa miejsca potrafią także tworzyć wysokiej klasy wina wielkie, choć w tej materii Kalifornia zdecydowanie przoduje. Jako jedyna w historii, w czasie słynnej "degustacji paryskiej", była w stanie pobić francuskie klasyki. Ale ona miała dużo więcej czasu na to, żeby do tej batalii się przygotować... Daje to jednak podstawy ku myśleniu, że w swoim czasie, przy wsparciu już licznych inwestycji ze starych krajów winiarskich, wsparciu międzynarodowej legii enologów i Bułgaria swego czas rzuci rękawicę. I wcale nie jestem pewien, czy będzie wtedy skazana na sromotną porażkę... A my? Co my z tego mamy? Otóż - kolejną możliwość zaspokajania swojej ciekawości nowych odkryć. A przy okazji - czyż nazwa jakiegokolwiek wina z Doliny Róż nie brzmi pięknie?