Podcast o winie [Odcinek 13]: Co by tu poświętować? (CZERWIEC)

Podcast o winie [Odcinek 13]: Co by tu poświętować? (CZERWIEC)

Krzysztof Szubzda
Krzysztof Szubzda

10/10

Podcast o winie i nie tylko został stworzony przez Pana Krzysztofa Szubzdę i mamy nadzieję, że pomoże w wyborze winnych (i nie tylko) propozycji na czerwcowe okazje. Życzymy miłego słuchania!

Czerwiec jak zwykle zaczyna się Dniem Dziecka, ale z tej okazji wina nie będzie. Natomiast w pierwszą niedzielę czerwca wypadają nam Zielone Świątki i z tej okazji… wina… też nie będzie. Pierwszą czerwcową butelkę proponuję na 10 czerwca, kiedy obchodzimy Światowy Dzień… Jazdy Nago na Rowerze. To święto promuje nie tylko ciałopozytwność, oraz mikromobilność, ale również zrównoważoną gospodarkę, zeroemisyjność i energię odnawialną. Dla takich ideałów wstyd się nie rozebrać. A jeśli ktoś będzie miał opory butelka cavy będzie jak znalazł. Cava to taki szampan spod Barcelony, bo po katalońsku cava to piwnica, jaskinia nawet. A zatem kojarzcie kawę z angielskim cave czyli jaskinia, w której 15miesięcy dojrzewała Stars Cava Brut Reserva Metode Tradicional. Metoda tradycyjna polega na podwójnej fermentacji: raz w beczce, a potem jeszcze w butelce, reserva oznacza, że wino dojrzewało 15miesięcy, a brut, że zawartość cukru nie przekracza 2 gramów na litr czyli jest go 33 razy mniej niż w tradycyjnej whisky z colą. Cukru jest niewiele, ale słodyczy w smaku nie brakuje. Są i jabłka i gruszki i akcenty cytrusowe. Po takiej dawce prawie 12 procentowych bombelków jazda nago na rowerze może się wydać całkiem naturalna.

A na zakończenie drugiego czerwcowego weekendu otwieramy Gnarly Head Viognier. Viognier to szczep mało popularny, bo uchodzi za trudny i niewdzięczny w uprawie. Ale jak to zwykle bywa, to co trudno się uprawia bardzo łatwo się pije. I tak jest w tym przypadku. Proponuję do falafela, bo właśnie 12 czerwca obchodzimy międzynarodowy dzień tego arabskiego przysmaku - smażonych kotlecików z ciecierzycy. Viognier jest z pochodzenia francuzem, jego kolebką jest północna część Doliny Rodanu, gdzie produkuje się słynne wino Condrieu, ale od kilkudziesięciu lat z trudną uprawą viognera z powodzeniem mierzą się Australijczycy, Amerykanie a nawet Japończycy. Pod każdą szerokością geograficzną viognier smakuje oczywiście nieco inaczej, a wspólnym mianownikiem są chyba tylko nuty kwiatowe. Nasz viognier pochodzi z ekologicznych upraw w okolicach Lodi nad Zatoką San Francisco, gdzie chłodne bryzy znad oceanu buszują często w gęstej mgle, ale przebijające przez mgły słońce pozostawia w winogronach rześki smak brzoskiwń i nektarynek. I to właśnie ta owocowa świeżość jest idealnym uzupełnieniem dla czosnkowo-ziołowych smaków falafela, a soczystość szczepu świetnie tonuje słoność ciecierzycowych kulek. A zatem międzynarodowy dzień falafela możemy świętować wspólnie z dniem szczepu viognier. Smacznego.

Znalazłem też informację, że oprócz falafela w czerwcu ma swoje święto sushi, dokładnie 18-ego, w trzecią sobotę miesiąca. Nie jest łatwo dobrać wino do tego dania, bo odmian sushi jest naprawdę sporo, no ale coś trzeba zaryzykować. Proponuję rieslinga z innej słynnej doliny – Mozeli, bo to właśnie tam na całej długości niemieckiej Mozeli od słynnego Shengen po równie słynną Koblencję produkuje się ten szczep najdłużej i najlepiej.

Winnica Peter and Peter zapewnia, że po dziś dzień zbierają winogrona ręcznie ze stromych zbocz, bo tylko najbardziej stromo położone winnice dostają od słońca pełen pakiet brzoskwiniowo - morelowych smaków oraz świeżą i pełną werwy kwasowość. Producent z dumą poleca swoje wino do szparagów, potraw pikantnych i grillowanych, z ryb wymienia oficjalnie tylko łososia, ale myślę, że z węgorzem, tuńczykiem, krewetką czy pstrągiem riesling też sobie poradzi.

I teraz może przejść do najważniejszego czerwcowego święta czyli do dnia ojca. Jeśli mam być szczery – polski ojciec nie kojarzy mi się z winem, ale może czas żeby zaczął. A więc drogi polski ojcze, żeby zmienić nawyki proponuje Ci w Twoje święto napój też biały, ale inny. Trochę lżejszy, ale mocno od serca. Wino nazywa się Woodhaven i przyjechało do Ciebie z Ameryki, zrobili go Amerykanie ze szczepu chardonnay. Wiem, że nie brzmi to po amerykańsku, bo ta winorośl narodziła się we Francji, ale stała się tak popularna na całym świecie, że dziś nawet dzieci w Stanach nazywa się Chardonnay. Wino ma w swojej gamie smakowej i jabłko i ananasy, coś z masła a nawet coś z kredy. A pije się je najlepiej pod kurczaka lub pod rybę, albo możemy poskubać przy nim ser, na przykład camembert, albo hiszpańską garoczę z koziego mleka, a i nasz oscypek, byle nie wędzony też może się nadać. To co spróbujemy, tato?

Jeśli eksperyment z winem dla taty uda wam się pomyślnie, to możecie podnieść poprzeczę i 25 wybrać się z winem do szwagra. Ja akurat jestem w tej nietypowej sytuacji, że nie mam ani jednego szwagra, za to aż trzy szwagierki. Z nimi wino pije się bez problemu, ale 25 czerwca jest dzień szwagra, a nie szwagierki, więc rozejrzałem się za czymś bardziej męskim i znalazłem to coś w gruzińskiej Kachetii, krainie Rkatsiteli i Saperavi płynącej. To nazwy najsłynniejszych szczepów winnych, bo wino w Kachetii jest nieodłącznym elementem życia towarzyskiego i życia w ogóle. Szczep Rkatsiteli w duecie z Saperavi polecałem w grudniu zeszłego roku, dziś dla szwagra proponuję czyste, charakterne, potężne Saperavi , szczep tak czerwony, że niektórzy winiarze mówią o nim czarny. W smaku wina szwagier odnajdzie sporo ciekawych, ciemnych rzeczy: lukrecję, czekoladę i czarne owoce. Jeśli ktoś przewrócił teraz oczami, to spieszę donieść, że w Saperavi są też bardziej szwagrowskie akcenty: wędzone mięso, tytoń, pieprz i aromat ziemi. Tak wyraziste smaki zgrają się dobrze z naszym grillem, np. z grillowanym szaszłykiem. I tu należy pamiętać o starym gruzińskim porzekadle: Kobieta musi mieć długie włosy, a szaszłyk dużo soku. Gruzini mają sporo takich barwnych porzekadeł i lubią też barwne toasty; barwne, długie, ale zawsze dowcipne i serdecznie odnoszące się do gości, chwalące ich wsparcie, odwagę, przyjaźń i ogólnie mocne strony. W Polsce nie ma tradycji wysławiania mocnych stron szwagra, a myślę, że warto. I nie ma co odkładać: doceńcie szwagra już 25 czerwca przy gruzińskim Iveriuli. A ja będę doceniał szwagierki.

No i w końcu czas na imieniny Piotra i Pawła. U mnie się tak szczęśliwie składa, że oprócz 3 szwagierek mam jeszcze braci-bliźniaków: Piotra i Pawła, ale jeśli nie macie tak bliskich solenizantów, to nie ma możliwości, żebyście nie znali przynajmniej 15 Piotrów i 10 Pawłów. A Piotra i Pawła to bardzo ważne święto. Dawno dawno temu pewien ksiądz staruszek wyjaśnił mi, że nieświętowanie uroczystości Piotra i Pawła jest grzechem ciężkim. W głowie nie mogło mi się to pomieścić, ale okazuje się, że to prawda. W wielu krajach wspomnienie tych wielkich apostołów jest okazją do fiest i celebracji i oczywiście jest to dzień wolny od pracy. Na Malcie na Piotra i Pawła rozpala się ogniska, a wieczorem spożywa potrawkę z królika, we Włoszech tańczy się szalony taniec o nazwie tarrantula, peruwiańscy rybacy zdobią tego dnia swoje łodzie, pół Ameryki Południowej ma wolne, w dwóch kantonach Szwajcarskich też są jakieś obchody, a w Chile organizuje się nawet na Piotra i Pawła rodeo, a po rodeo rodzinne kolacje przy chilijskim winie. I ta ostatnia tradycja mogłaby się zadomowić nad Wisłą, rodzinna kolacja przy winie i dodatkowy wolny dzień pod koniec czerwca nikomu by nie zawadził. Trzeba tylko stworzyć precedens i wytworzyć pewną masę krytyczną. W końcu masa krytyczna rowerowa zadziała i ludzie jeżdżą już nie tylko w ubraniach, ale nawet nago, więc z odpowiednim uczczeniem Piotra i Pawła może być tylko łatwiej. To co? Szukamy wina na 29-ego. Może tym razem zajrzymy do jakiejś słynnej chilijskiej doliny. W końcu to specjaliści od świętowania Piotra i Pawła. W środkowej części tego długaśnego kraju, niedaleko miasteczka Santa Cruz rozpościera się słynna dolina Colchaguy. Żeby jakoś to sobie zwizualizować i przybliżyć: Santa Cruz jest niemal dokładnie wielkości naszej Łęcznej, a Colchagua to jest taki trochę nasz Wieprz. Tylko win nad Wieprzem praktycznie się nie uprawia, a nad Colchaguą znalazłem fantastycznego merlota o jasno malinowym kolorze i aromacie czarnej porzeczki z cynamonem. Nazywa się Santa Carolina i od pierwszego łyka uwodzi malinowo-czekolodawym smakiem, w którym przebijają się typowo chilijskie posmaki merlotowe czyli śliwka w niespodziewanym towarzystwie… cedru. Merlot jest winem stosunkowo bezpiecznym do ekspermyntów foodpairingowych. Z wieloma, bardzo różnymi potrawami wypada naprawdę nieźle, ale najbardziej mu po drodze z pizzą lub kurczakiem, bo merlot to prosty szczep, więc nie ma co się z nim szczególnie ceregielić.

ZAREZERWUJ ZESTAW NA WINEZJA.PL