Czego tylko sobie życzę…
Ekspert od win
05.06.2012

Czego tylko sobie życzę…

Tomasz Kolecki
Tomasz Kolecki

0/10

Stuknęła kolejna wiosenka na karku. Najwyższy czas zacząć skronie barwić i powoli, lecz co raz intensywniej pomyśleć o czerwonym samochodzie. Co prawda – czasu jeszcze uczciwa dawka do przełomu, lecz bliżej tam, niż do ”wieku chrystusowego”…

Wiele razy, tak przed mikrofonem, jak i oko w oko, zadawano mi pytania: jakie wino jest najlepsze, o jakim marzę, jakie zabrałbym na bezludną wyspę? Problem jest zawsze ten sam i odpowiedź także: JEDNO?! Tak się nie da! To niemożliwe! Przecież monotonia może zabić największe uczucie! Nawet najlepsze Rieslingi, Gruner Veltlinery, Amarone i Barolo, muszą czasem poprzeplatać się, dla odświeżenia spojrzenia i wzbudzenia tęsknoty, z wszelkiej maści krewnymi z obu półkul. W każdym kolorze. W każdym smaku. Z bąbelkami i bez…

Cóż to za pieski los, każąc żyć z jednym tylko spośród moich ulubieńców? To wręcz niehumanitarne żądać takiej ascezy, w świecie mamiącym różnobarwnością. Tak nie wolno! I nigdy nie zamierzam mieć takich imaginacji, by wskazać jedno-jedyne. To nie ta dziedzina. Po raz wtóry zatem odpowiadam, ale także apeluję: życzcie sobie wszystkiego, byle nie jednego wina na całe życie. Nawet, gdyby codziennie obiecali mi flaszkę DRC – zdania nie zmienię!