rating 8/10

Drugi dzień targów poświęciłem dwóm zadaniom: znalezieniem perełek „mniejszej Francji” i wizytom u naszych południowoamerykańskich producentów. Na pierwszy ogień Argentyna.  

Na stoisku naszego popularnego wśród lubieżników Winezji producenta, czyli Trapiche, czekała mnie pierwsza niespodzianka. Oprócz nowych roczników win już nam dobrze znanych, dwie nowe etykiety z serii „Broquel” – Cabernet Franc i Petit Verdot. O ile ten drugi potwierdził stereotyp bycia najbardziej zadziornym z odmian Bordeaux, o tyle ten pierwszy absolutnie obalił mit o byciu najbardziej z nich „pochmurną”. Palce lizać!

Santa Carolina

Na drugi ogień – Santa Carolina i nowe roczniki z mojej ulubionej ich posiadłości, czyli Casablanca. Nowe roczniki „Cefiro” nie zawodzą, nowe roczniki „Nimbusów” i „El Bosque” również. Czekały mnie jednak dwie miłe niespodzianki. Pierszą niewątpliwie była okazja porozmawiania z właścicielem firmy, Jaime, który wspierając dopingiem podczas Mistrzostw Świata w Chile, na zawsze zyskał moją sympatię. Druga miła okoliczność – Nimbus Syrah. Klasa!

Francja

Penetracja mniej znanych zakątków Francji zakończyła się co najmniej sukcesem. Oprócz znalezienia kilku producentów z regionów południowej części kraju, oferujących świetne wina w bardzo przystępnych cenach, trafiłem na dwóch, przed którymi, gdyby po prostu nie wypadało, padłbym krzyżem, a szczególnie przed jedną z producentek z Rousillon, w której winach każdy powód zmiany ceny o choćby ułamek, był wynagradzany ponad miarę kształtem i atrakcyjnością win. A jej Grenache po prostu jest genialny. Tak – genialny! O cenie tej flaszy nie powiem, że jest bardzo niska, ale też nie, że wysoka. O nie! Przed takim talentem wypada zrobić tylko jedno: czapki z głów!

Szersza relacja z Prowein już wkrótce. Już wkrótce także kolejne relacje z innych wydarzeń.